nie twardawa faja.

Listopad 17, 2008

Jestem posłusznym, grzecznym, potulnym, miękkim i nietwardym mięczakiem. Jak taka cioteczka^^.

Gram w simsy, to źle o mnie świadczy. Wychodowałem psa który jest głównym chlebodawcą w rodzinie. Zarabia dwa razy więcej niż właściciele razem wzięci. Beznadziejna gra. Nieważne. Oglądam damskie seriale, bo kocham seriale i oglądać. Kiedyś zbierałem karteczki do segregatora i pokemony. Ostatnio uświadomiono mi że jestem pizdeczką.

Wmawiam sobie że to lepsze niż bycie nieokrzesanym neandertalem, chamem, gburem i prostakiem. -.-

pycha.

Listopad 8, 2008

Domowe jedzenie w nadmiarze, wcale nie jest tak smakowe, jak domowe jedzenie bez nadmiaru. Rodzicielka ma dość dużo i sporo potraw we mnie zmieściła. Na ciepło, na zimno, pieczone, gotowane i smażone jedzonko spożywałem. Ponoć schudłem, wyszczuplałem, zbladłem, zmizerniałem, spadło mi ciśnienie, urosły mi włosy i pewnie się zesrałem. Lubię dom. Poważnie.

Wesołe miasteczko.

Listopad 3, 2008

Od dni dwóch niesamowicie się nudzę. W życiu nie przeżywałem tak długiego sięnudzenia. Tak na dobrą sprawę to nawet nie wiem czym znudzony jestem. W domku przecież parada atrakcji – kibel, fotel, piekarnik, komputer i mnóstwo brakutowarzystwa. Nie interesują mnie już gierki, zdjęcia, prawiejakśmieszne filmy, biedronkowa picca, woda z aleksandryjskiego ujęcia, samotnisty spacer i czekolada. Można by rzec że w dupie mi się z tego dobrobytu poprzewracało… znudziło mi się wszystko, ale najbardziej zabolał i zmęczył mnie brak towarzycha. Fajnie byłoby mieć dwie głowy, dwie szyje i dwie ręce. Jutro mam wolne, nie idę na uczelnię, nie idę na żadne piwobranie, nie pospaceruje i nigdzie nie pojadę. Bo moja dupa kończy zapuszczać korzenie w foteliku do którego już przyrosłem. Gópio z nim wyglądam. A tak naprawdę to mam bardzo konkretny plan nienudzenia się jutro, więc czekam na propozycje wspólnego rozrywkowania się. Takie “proszę poratujcie” krzyczę^^.

prawie jak samarytanin.

Listopad 2, 2008

Jestem autorem bardzo dobrego uczynku. Oddałem krew. Ale nie zrobiłem tego po to by potrzebujący człek mógł w razie potrzebnej potrzeby ją przygarnąć, tylko dlatego że dawali 8 czekolad i soczuś japkowy. Nie będę bohaterował bawiąc się w wolontariusza zwanego matką Teresą, zrobiłem to tylko i wyłącznie dlatego by dostać czekoladę i soczuś. Cały ten zabieg był mocno prosty i nieprzyjemny. Wbito mi igiełkę w łokieć i podłączono do woreczka w którym czerwona krew się gromadziła. Wstrętne uczucie. Ale cały czekoladowy kartonik i soczek przyniosłem do domu. Wydawało mi się że opłacalny i dobry interes ubiłem z pańmi pobierającymi. Ale po wszystkim została mi tylko obstrukcja i mnóstwo godzin spędzonych w toalecie… często a rzadko. Teraz strasznie mnie to wkurwia bo czuję się wykorzystany. Oddałem krew która być może uratuje komuś życie, a w zamian za to zostałem zamknięty w kiblu.

Nie wiem czy to wina czekolady czy nadmiaru dobrych  uczynków, dlatego na jakiś czas i z jednym i z drugim dam sobie spokój. Poprostu złym człekiem się stanę. Srak.

basenik.

Październik 30, 2008

Plan lekcji każe mi o ósmej rano wchodzić do zimnej basenowej wody. Plany lekcji nigdy nie były dla mnie miłe. Trafiłem do grupy umiejącej pływać chcącej doskonalić swe umiejętności… na początek ćwiczenia z deseczką, na koniec też. W sumie to były same ćwiczenia z deseczką. Nauczyłem się pływać z deską między nogami, z dęską w lewej rączce, z deską w prawej rączce, z deską w obu rączkach i z deską na brzuszku. Strasznie się boję, że na następnych zajęciach, pan szef prowadzący każe mi pływać z deseczką w dupie. Nie było dobrze, napiłem się troszku obrzydliwej wody, piekły mnie oczęta, nóżki śmierdziały środkiem grzybkobójczym i niemożliwie niepodobały mi się kombinacje z tym styropianikiem. Całe zycie nienawidziłem basenowej wody przez spoconych, obrzydliwych staruchów, tutaj staruchów nie ma, tutaj jest deseczka. Generalnie basen jest niedopolubienia.

Po drodze do domu wdepłem w gówno (spacerowałem chodnikiem). Strasznie się zgrzałem wkurwiając na bydlaka który to tam zostawił. Ostatnio jakoś tak pod górkę mi się żyję.

środowo.

Październik 29, 2008

Wstałwszy, wykompałwszy się, ubrałwszy się wyszedłem z domostwa. Schody – odkryłem że najłatwiej z nich schodzić przodem, bowiem tyłem lub bokiem jest strasznie niewygodnie. Bez większego trudu poradziłem sobie z nimi a chwilę później byłem już na uczelni. Chemia – płyny, proszki, wzorki, pipety, probówki, smród. Nie zrobiłem sobie krzywdy. Matematyka – cyferki, wzorki, zeszyt w kratkę, linijka, pierdoły, dodawanie. Przeżyłem. Później trzeba było iść na ekonomię i filozofię, wypisałem długopis, a mimo tego nie udało mi się zakolorować całej kartki. Nie było siępodobająco. Odleżyny na tyłku, dupie i lewym pośladku. Prędko do domku. Znów schody, tym razem należało się po nich wspiąć, tu sprawa się trochę komplikuje… tak jak przy schodzeniu, należy ustawić się przodem do przeszkody, mocno i oburącz chwycić poręcz i najzwyczajniej w świecie pokonywać jeden stopień za drugim. W związku z tym że nogi trzeba podnosić, nieunikniony jest ból w łydkach, kostkach, kolanach, piętach i małym stopowym palcu. Znów dom. Zmęczony nieludzko, z fają w łapkach spocząłem na fotelu i płodziłem brzoskwiniowe dymowe kółka. Zostałem ojcem wielu okrążków. Szare, niekształtne, ciepłe, lekutkie i krótko żywotne. Matka – fajka, ojciec – ja, ciekawe po kim to odziedziczyły… Maltretując się muzyką do końca środy w pokojowych warunkach spoczywał będę. Lubię wszystkie środy w tym tygodniu. Było w chuj nudno. Koniec.

artysta.

Październik 28, 2008

Próbowałem artyścić i bohaterować malując, a pojęcia o tym nie mam. Tematem mej pracy był łoś, ten prostym do narysowania nie jest. Ma niezwykle skomplikowaną budowę cielesną i śmierdzi. Był nadwyzwaniem dla raczkującego malarza. Dupa w gruszkę, brązowe rogi, mięśniowy kark, cztery łapki zakończone zaropiałymi raciczkami, włosy w nosie, pchełki i sypatyczny ryj. Bydle mnie przerosło i poległem. Zeszpeciłem i zniszczyłem łosia który od tej pory źle mi się kojarzył będzie. Praca być miała konkursowa. Rywale umieli malować. Nabawiłem się mnóstwa kompleksów, zaczłem gardzić paintem i nie wygrałem nagrody. Łosiopodobny renifer jest nad dżewem.

dobrze jest będzie.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.